Katowicka SCT to „farsa na miarę naszych możliwości”
Katowice przyjęły uchwałę o utworzeniu Strefy Czystego Transportu (SCT), ale zamiast odetchnąć z ulgą, mieszkańcy i eksperci przecierają oczy ze zdumienia.
Od czerwca 2026 roku strefa obejmie zaledwie ścisłe centrum, a dzięki szerokim wyłączeniom, niemal każdy mieszkaniec Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (GZM), czyli aż 41 sąsiadujących ze sobą gmin, wjedzie do niej starym dieslem! Skąd więc tak wyjątkowa decyzja? W tle toczy się zażarta walka o autostradowe dane pomiarowe, które zdaniem miasta są "paranoją".
Uchwała o Strefie Czystego Transportu w Katowicach weszła w życie, choć na sesji Rady Miasta nie obyło się bez gorącej dyskusji. Pod presją Komisji Europejskiej i wyroków TSUE, Katowice musiały stać się "zielone". Jednak sposób, w jaki zrobiono to nad Rawą, wywołuje więcej pytań niż odpowiedzi. Zamiast rewolucji, mamy projekt, który niektórzy nazywają wprost „biurokratycznym żartem”.
Katowicką SCT można szukać na mapie niemal z lupą
SCT w Katowicach nie będzie wielka. Obejmie zaledwie Rynek i ulice bezpośrednio do niego przylegające: fragmenty 3 Maja, Warszawskiej, a także Stawową, Dyrekcyjną, Staromiejską, Mariacką czy Mielęckiego. To symboliczny obszar, po którym i tak ruch aut jest ograniczony.
Co więcej, "czysta strefa" dla mieszkańców Katowic i pozostałych gmin Metropolii GZM (ponad 2 mln ludzi!) w praktyce… nie będzie miała ograniczeń. Każdy mieszkaniec metropolii, który posiada auto przed datą wejścia strefy (29 czerwca 2026 r.), będzie mógł wjeżdżać do centrum do momentu, w którym jego auto przejdzie badania techniczne.
Absurdalny czujnik i zarządzenia UE
Dlaczego więc wprowadzamy tak "fasadową" strefę? Kluczem do zagadki jest… lokalizacja stacji pomiarowej GIOŚ. Przez lata, do marca 2025 roku, główny czujnik mierzący jakość powietrza dla Katowic stał przy samej autostradzie A4 (Aleja Górnośląska).
Pomiary z autostrady a rzeczywistość miejska: Urzędnicy od dawna podnosili, że branie pod uwagę wyników z zatłoczonej autostrady (zarządzanej przez GDDKiA, a nie miasto) jest nieporozumieniem.
● "To farsa i fikcja" – komentował sytuację prezydent Marcin Krupa.
● Zmiana lokalizacji: Gdy w końcu przeniesiono czujnik na ulicę Dudy-Gracza, w samym Śródmieściu normy zapylenia okazały się… w normie.
● Unijne realia: Niestety, dla Komisji Europejskiej liczyły się historyczne (choć z natury nieuprawnione) "czerwone" wyniki z A4. To one zmusiły Katowice do podjęcia działań.
Efekt jest groteskowy: SCT wprowadza się tam, gdzie problemu nie było (centrum), a problematyczna autostrada A4, główny truciciel, pozostaje poza strefą i truje dalej.
„Ręce precz od mieszkańców!”
Władze miasta odpierają zarzuty o „fasadowość”, tłumacząc, że projekt to kompromis. Katowiccy urzędnicy podkreślają, że projekt strefy czystego transportu obejmuje obszar ścisłego centrum, a proponowane zasady mają chronić interesy mieszkańców.
W praktyce, dzięki darmowym wyłączeniom dla wszystkich mieszkańców GZM, nikt nie będzie musiał wymieniać samochodu na nowy. "Brak naklejek, opłat, zezwoleń – wystarczy aktualny przegląd" – tak można podsumować obostrzenia katowickiej SCT.
Co dalej z ograniczeniem motoryzacji w Katowicach?
SCT w Katowicach zacznie obowiązywać od 29 czerwca 2026 roku. Aktywiści z Polskiego Alarmu Smogowego sugerują, że strefa jest "skrojona pod to, by formalnie spełnić wymogi, a w praktyce nic nie zmienić".
Czy jednak na pewno o to chodziło w unijnych dyrektywach? Czasem jest trudno docieć o co lub o kogo... Póki co w Katowicach wygrywa spokój społeczny.


Redakcja, Fot. UM, YouTube KFN









