Śląska tożsamość szuka uznania w UNESCO. Kulisy Marsu Autonomii
Wczorajsze południe w Katowicach bez wątpienia należało do zwolenników regionalnej samorządności, którzy licznie zgromadzili się w sercu miasta. Tradycyjnie już, w okolicach połowy lipca, barwny pochód przypomniał o rocznicy nadania Śląskowi autonomii w państwie polskim.
Organizowany przez Ruchu Autonomii Śląska (RAŚ) coroczny Marsz Autonomii ponownie przeszedł przez Katowice. Z perspektywy minionego wydarzenia warto zadać pytanie, czy to cykliczne wydarzenie wciąż niesie za sobą realną siłę polityczną, czy staje się jedynie lokalną tradycją.
Punktualnie o godzinie 12:00 tłum manifestantów wyruszył z Placu Sejmu Śląskiego, niosąc ze sobą przez Śródmieście morze żółto-niebieskich flag. Dopisała pogoda i frekwencja, w tłumie widać było zarówno starszych działaczy, jak i rodziny z dziećmi. Organizatorzy ponownie postawili na otwartą, radosną atmosferę wydarzenia.
Język na wagę światowego dziedzictwa
Podczas gdy pierwsze Marsze skupiały się mocno na postulatach czysto ustrojowych i finansowych, wczoraj wyraźnie na pierwszy plan wysunęła się kultura. Kluczowym punktem manifestacji stało się wystąpienie przedstawicieli Ślónskij Ferajny, którzy głośno upomnieli się o śląską mowę. Sformułowano oficjalny postulat, aby język śląski został wpisany na listę UNESCO (lista reprezentatywna niematerialnego dziedzictwa kulturowego ludzkości UNESCO).
Taki ruch to wyraźna zmiana strategii śląskich aktywistów, którzy po ostatnich zawirowaniach legislacyjnych w Warszawie szukają nowych dróg ochrony swojej tożsamości. Przejście na poziom międzynarodowy ma dowieść, że lokalna mowa nie jest jedynie kwestią politycznych sporów w Polsce, lecz unikalnym elementem światowej kultury.
Marszem do kolorowego pikniku
Trasa przemarszu poprowadziła uczestników przez katowicki Rynek w stronę Parku Powstańców Śląskich, gdzie oficjalna część płynnie przekształciła się w rodzinny piknik. Zamiast politycznych przemówień, popołudnie zdominował festyn - Dzień Górnośląski, przyciągający mieszkańców Katowic wieloma nietypowymi atrakcjami.
Sporą niespodzianką okazał się „Szkocki Fajer”, zorganizowany z okazji 230. rocznicy śmierci Roberta Burnsa. Zgromadzeni w parku goście mogli posłuchać tradycyjnych szkockich dudziarzy oraz śląskich aranżacji utworów tego szkockiego poety. Na scenie pojawili się także śląscy raperzy, co pokazało, że regionalna tożsamość potrafi przemawiać nowoczesnym językiem i łączyć skrajnie różne pokolenia.
Co przyniesie przyszłość?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że ruch śląskich autonomistów skupia się obecnie zdecydowanie bardziej na postulatach związanych z tożsamością Górnoślązaków niż na decentralizacji państwa. Walka o przetrwanie i zakorzenienie śląskości w codziennym życiu oraz popkulturze jest palącą kwestią. Świętowanie w atmosferze rodzinnego festynu przyciąga nowych ludzi, ale stawia też pytanie o dalszą skuteczność polityczną.
Katowice pokazały wczoraj swoje dumne śląskie oblicze, pełne barw i muzyki. Czas pokaże, czy wygłoszone postulaty dotyczące UNESCO przyniosą oczekiwany skutek w gabinetach urzędników. Jedno jest pewne – śląska fana i śląsko godka nie znikną z przestrzeni publicznej regionu.


Redakcja, Fot. Kris Duda, YouTube STUGTECH









