Kaskaderski rajd zakończony w śmieciach. „Kurier” wpadł przez ciężką nogę
Stres, otumanienie? Co mogło wpłynąć na uciekającego kierowcę, że ukrył w kontenerze na śmieci tylko głowę, myśląc, że go nie będzie widać?
Jest taka dziecięca zabawa "A kuku, a ha!", kiedy zasłaniając twarz udaje się, że się znika. W prawdziwym świecie to nie działa i boleśnie przekonał się o tym jeden z uciekających przed drogówką kierowców. Okazało się, że miał powody do ucieczki.
To miała być rutynowa kontrola prędkości na Chorzowskiej, wzdłuż Drogowej Trasy Średnicowej, jakich wiele każdego dnia w Katowicach. Zakończyła się jednak jak kiepski film sensacyjny: pościgiem, desperackim skokiem do kubła na śmieci i znaleziskiem, które z pewnością nie było odpadem komunalnym.
Wszystko zaczęło się od "niewinnych" 14 km/h ponad limit. Policjanci z drogówki, widząc pędzące BMW, dali sygnał do zatrzymania. Kierowca – 31-letni mieszkaniec Katowic – teoretycznie powinien przyjąć mandat, stracić kilka punktów i pojechać dalej. Wybrał jednak opcję „wszystko albo nic”.
Nogi wystające z kontenera
Zamiast dokumentów, funkcjonariusze zobaczyli... plecy uciekającego mężczyzny. 31-latek wyskoczył z auta i rzucił się do pieszej ucieczki. Plan był ambitny, ale wykonanie pozostawiało wiele do życzenia.
Już po chwili mundurowi natknęli się na widok niczym z komedii: z pobliskiego kontenera na śmieci wystawały nogi. To tam, wśród odpadków, „as kierownicy” próbował przeczekać policyjny nalot.
Biały ładunek wart fortunę
Szybko stało się jasne, dlaczego mężczyzna tak bardzo nie chciał spotkania z prawem. W jego ubraniach oraz w porzuconym BMW policjanci znaleźli prawdziwy magazyn środków odurzających.
Bilans jest porażający: ponad kilogram metamfetaminy, a do tego 100 gramów kokainy i marihuany. To nie był zapas na „własny użytek” – sprawą natychmiast zajęli się specjaliści od zwalczania przestępczości narkotykowej oraz pseudokibiców.
Jakby tego było mało, testy wykazały, że 31-latek sam był pod wpływem narkotyków, kiedy prowadził auto.
Finał za kratami
Mężczyzna usłyszał już zarzuty w Prokuraturze Rejonowej Katowice-Północ. Sąd nie miał wątpliwości – ze względu na ogromną ilość zabezpieczonych substancji, mieszkaniec Katowic trafił do aresztu na najbliższe trzy miesiące.
Z kontenera na śmieci trafił prosto przed oblicze sprawiedliwości. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia. Można śmiało powiedzieć, że ta próba „pozbycia się problemów” skończyła się dla niego spektakularną klapą.


Redakcja, KMP Katowice, Fot. YouTube Portal Katowice









